Preloader Image
e-Monki

To już 10 lat!


Dziesięć lat temu niewielu chyba wierzyło w długowieczność tego powiatu. Powstawał po wielu rozważaniach i dyskusjach. Na mapie wyszukano i wyznaczono centralny punkt wśród mrowia wiosek biednych, zacofanych, zabitych od świata deskami i powiedziano - tu staną Mońki. Gdy zaś decyzja zapadła - niektórych ludzi nadal nurtowały różne wątpliwości na temat przyszłości tej siedziby powiatu, która nie ma światła elektrycznego, ani jednej brukowanej ulicy, w której znajduje się zaledwie 30 domów, mieszka 240 osób, a spośród nowokreowanych urzędników niewielu posiada przygotowanie do administrowania powiatem.

Dwa atuty miała jednak od początku do wygrania nowa osada. Powstawała w świetnym punkcie, na uczęszczanej trasie Białystok-Grajewie, co dawało gwarancję rozwoju i przepływu specjalistów, a zakładania jej podejmowali się ludzie, dla których nie było rzeczy niemożliwych. Odpowiednie wykorzystanie tych atutów sprawiło, że Mońki wyrosły nie wiadomo kiedy na miasto niemal wzorcowe, a powiat znalazł się w czołówce, najbardziej prężnych organizacyjnie i społecznych, najżywiej reagujących na na wszelkie nowości regionów województwa. Ci, co kiedyś powątpiewali w celowość istnienia Moniek, co dowcipkowali, wręcz domagali się likwidacji powiatu nadziwić się teraz nie mogą, jakiego ogromu pracy dokonano w krótkim czasie.

Pierwszym organizatorem życia w powiecie, w śród których znaleźli się m.in. obecny I Sekretarz KP PZPR w Dąbrowie - Mikołaj Karpiuk, kierownik Wydziału Komunikacji Drogowej - Prezydium PRN - Arnold Pełszyński, przewodniczący PKPG - Józef Biryłło, pracownicy handlu - Izydor Gawędzki i Antoni Truszkowski, zastępca komendanta powiatowego MO - Anatol Sadowski i kierownik Wydziału Organizacyjno Prawnego Prezydium PRN - Czesław Kobrzyniecki - przyświecało kilka celów. Chodziło o utworzenia administracji państwowej, zbliżenie władzy do społeczeństwa. Chodziło również o zbudowanie odpowiedniej siedziby powiatu, która poprzez swój nowoczesny wygląd, urządzenia komunalno-socjalne, placówki rolnicze, handlowe, oświatowe, służby zdrowia - będzie oddziaływać na teren.

Założenia były ambitne, ale - jak się wówczas wydawało - prawie nieosiągalne. Czego nie dotknąć, wszystko się rwało. Do pracy w powiatowej radzie przyjmowano każdego kto się zgłosił. Nie czas było pytać o kwalifikacje, ale z przypadkowymi ludźmi niewiele można było zrobić. Kontakt z terenem utrudniał brak dróg i komunikacji. Gospodarstwa rolne były zaniedbane, zadłużone, struktura zasiewów nieodpowiednia, budynki walące się. Mońki, jako osada prawie nie istniały. Po kostki w błocie brnęli pierwsi urzędnicy do wystawionego w polu biurowca. Niejednemu kością w gardle stawało życie w nowej osadzie, uciekał gdzie się dało, aby jak najdalej od Moniek.

Ale powiat istniał. Rokrocznie wprowadzano ulepszenia, rokrocznie przychodziły posiłki specjalistów z Białegostoku, Grajewa, Ełku, czy z innych województw. Właściwy rozwój Moniek i powiatu rozpoczął się od 1958 r. Odtąd w sposób planowy przystąpiono do rozbudowy osady, odtąd w rozsądny, przemyślany sposób zaczęto rozwijać administrację, podnosić kwalifikacje pracowników. Krok po kroku zdobywać wsie, od najbliższych do najdalszych. Potrzebą chwili stała się budowa dróg. Rokrocznie z uporem godnym podziwu zaczęto wytyczać trasy, przebijać się przez wzniesienia i bagna, zachęcać rolników do pomocy w pracach. Wraz z efektami wzrastał zapał, zrodziły się plany objęcia siatką połączeń komunikacyjnych najdalszych zakątków powiatu.

Drogami przedostali się na monieckie wsie agronomowie i zootechnicy. Zaczęła się wielka batalia o podniesienie intensyfikację produkcji rolnej, o zmianę oblicza wsi. W zagrodach zabłysły żarówki elektryczne, na polach w miejsce owsa, pojawiły się rośliny przemysłowe, na zmeliorowane łąki wyszły stada bydła. Drogami pojechały na wieś traktory i samochody z nawozami. Tymi samymi drogami przywędrowały do siedziby powiatu furmanki ze zbożem i ziemniakami.

Rzecz jasna - upraszczam. Przemiany na monieckich wsiach nie dokonywały się w sposób prosty, ani gwałtowny. Trzeba było na to lat, przekonywań, perwersji. Monieccy rolnicy nie lubią pośpiechu i są ostrożni w przejmowaniu wszelkiego rodzaju nowości. Sporo ich jednak zastosowali, bo przekonali się jakie osiągną korzyści. Zamożność wsi wyraźnie wzrosła. Można to zaobserwować na przykładzie rozwijającego się budownictwa, wzrastających zakupów, dostatnio urządzonych domów. Można również prześledzić ten proces na przykładzie świadczeń dla państwa. 10 lat temu monieccy rolnicy płacili 3,5 mln zł podatku gruntowego rocznie, 9 mln zł przekazują na PZU, prawie 1.200 tys. zł świadczą na budowę szkół i jeszcze potrafią zebrać na fundusz gromadzki około 5mln zł.

10 lat istnienia powiatu monieckiego to okres nieustannego ulepszania administracji, to okres dużych przemian na wsi. Ale nie tylko. To również okres rozkwitu siedziby powiatu - Moniek. O Białymstoku zwykliśmy mówić, że zmienia się z miesiąca na miesiąc, ba, z tygodnia na tydzień. W Mońkach zmiany zachodzą jeszcze szybciej - z dnia na dzień. Jak grzyby po deszczu rosną domy, nowe ulice, chodniki, skwery, różne obiekty. Osada zapuszcza swe macki coraz dalej, opasuje wieńcem ulic zamieszkały teren i wybiega nowymi drogami w uprawne pola i ziemniaczane zagony. Zdaje się po co ta ulica wśród kartoflisk, po co chodniki, oświetlenie, zbrojenie terenu, a tu już stoi jeden dom, drugi, dziesiąty. Gdzie się ruszysz - plac budowy. u powstaje prywatny dom, tam szkoła, pawilony sklepowe, poczta magazyny.

I tak przez dziesięć lat. Ponad 500 domów mieszkalnych, w tym 9 bloków dwu i trzykondygnacyjnych, 26 ulic o nawierzchni twardej, z chodnikami i oświetleniem. 100 punktów jarzeniowych, kolektor, przedszkole, żłobek, szpital o 70 łóżkach, stadion, sklepy, stacja benzynowa, rozlewnia octu, zakłady roszarnicze, składnica maszyn i narzędzi rolniczych, magazyny centrali nasiennej, agronomówka, kino panoramiczne, klub. Niby drobne obiekty - w życiu nowej osady mają jednak ogromne znaczenie, bo wszystko to nowe, pierwsze w powiecie.

Gdy się tak podsumowuje monieckie 10-lecie raz po raz, chciałoby się pytać - w jaki sposób i jakim kosztem wszystko osiągnięto. Ale odpowiedź nie jest łatwa. Jedni mówią: grunt to rozsądne planowanie i pracowitość. Każda osada, miasto, wieś wie jak będzie wyglądać jej rozwój, każda musi coś robić. Nie ma leniuchowania tylko wspólną pracą można coś osiągnąć. Drudzy odpowiadają: trzeba przebojem, nie zrażać się przeciwnościami, uparcie dążyć do celu. Jeszcze inni sugerują: potrącisz jeden kamień, posypie się lawina. Umieliśmy potrącić odpowiedni kamyk - ot i wszystko.

Wydaje się, że w każdej z tych wypowiedzi jest jakaś odrobina prawdy. Jakiś Klucz do osiągnięć monieckiego 10-lecia.

K.MAR.